Strona główna / Blog / Podlewamy pola wodą pitną. Dlaczego to prosta droga do kryzysu wodnego
Choć Polska nie kojarzy się powszechnie z krajem deficytu wody, rzeczywistość wygląda znacznie gorzej, niż wielu osobom się wydaje. Według danych europejskich Polska znajduje się dopiero na 24. miejscu w Europie pod względem zasobów wody słodkiej przypadających na jednego mieszkańca. To około 1600 m³ wody na osobę rocznie, podczas gdy za granicę bezpieczeństwa wodnego uznaje się poziom 1700 m³.
Za Polską znajdują się już tylko takie kraje jak Malta, Cypr czy Czechy. To oznacza, że nie jesteśmy krajem zasobnym w wodę, a każdy błąd w zarządzaniu tym zasobem ma realne i szybko widoczne konsekwencje.
Wody podziemne są w Polsce podstawowym źródłem wody pitnej. To z nich zasilane są wodociągi, studnie indywidualne i ujęcia komunalne. Ich największą zaletą jest stabilna jakość, ale jednocześnie największą wadą – bardzo powolna odnawialność.
W przeciwieństwie do wód powierzchniowych, których poziom może się podnieść po intensywnych opadach, wody podziemne odbudowują się latami. Każdy nadmierny pobór oznacza długotrwałe obniżenie zwierciadła wody, a w skrajnych przypadkach trwałą degradację lokalnych zasobów.
W ostatnich latach coraz częściej obserwuje się zjawisko wykorzystywania studni formalnie przeznaczonych na potrzeby gospodarstw domowych do intensywnego, sezonowego nawadniania upraw rolnych. Dotyczy to szczególnie terenów wiejskich i miejsko-wiejskich, gdzie wody podziemne są jedynym dostępnym źródłem wody.
Problem polega na tym, że:
nie istnieje pełna ewidencja ujęć wód podziemnych,
brak jest realnego opomiarowania poboru,
a skala rzeczywistego wykorzystania wody pozostaje nieznana.
Bez tych danych nie da się prowadzić rzetelnego bilansowania zasobów wodnych ani skutecznie ich chronić. W praktyce oznacza to, że decyzje administracyjne podejmowane są często „w ciemno”.
Konsekwencje takiego stanu rzeczy są coraz bardziej odczuwalne:
okresowe wysychanie studni,
obniżanie się poziomu wód gruntowych,
pogorszenie jakości wody,
konflikty pomiędzy użytkownikami wody,
zagrożenie dla zaopatrzenia w wodę pitną.
W wielu gminach problem braku wody przestał być scenariuszem przyszłości — stał się realnym wyzwaniem dnia codziennego, szczególnie w okresach letnich.
Z punktu widzenia gospodarki wodnej wykorzystywanie wód podziemnych do nawodnień rolniczych jest rozwiązaniem najmniej korzystnym. Są one zasobem strategicznym, który powinien być chroniony i wykorzystywany przede wszystkim do celów bytowych.
Rolnictwo, szczególnie na glebach słabszych klas, powinno w pierwszej kolejności korzystać z:
wód powierzchniowych,
zbiorników retencyjnych,
stawów,
systemów małej retencji.
Takie podejście nie pogłębia deficytu wody pitnej i pozwala zatrzymać wodę w krajobrazie.
W debacie publicznej często mówi się o zbiornikach retencyjnych jak o problemie: że zajmują teren, że pojawiają się ptaki, że wymagają formalności. Tymczasem staw to jedno z najprostszych i najskuteczniejszych narzędzi poprawy lokalnego bilansu wodnego.
Stawy i zbiorniki retencyjne:
zatrzymują wodę opadową,
wspierają naturalne nawodnienie gruntów,
poprawiają mikroklimat,
ograniczają skutki suszy,
zwiększają bioróżnorodność,
mogą realnie wpływać na poprawę plonów.
Co istotne, nie muszą to być duże inwestycje. W wielu przypadkach już zbiorniki o powierzchni kilkudziesięciu metrów kwadratowych mają znaczenie, szczególnie gdy tworzą sieć małej retencji w skali gminy czy powiatu.
W ostatnich latach pojawiły się programy dofinansowań, m.in. realizowane przez ARiMR, obejmujące budowę stawów retencyjnych dla rolników. To krok w dobrą stronę, jednak wciąż zbyt często wsparcie kierowane jest głównie do większych inwestycji.
Tymczasem największy efekt hydrologiczny daje sieć wielu małych zbiorników, a nie pojedyncze duże realizacje. To one najszybciej odbudowują lokalne zasoby wody i stabilizują warunki gruntowo-wodne.
Jednym z kluczowych problemów pozostaje brak spójnej, długofalowej polityki gospodarowania wodami. Niespójność dokumentacji hydrogeologicznej, rozbieżności między skalą lokalną a regionalną oraz brak realnych danych o poborze wody sprawiają, że ochrona zasobów wodnych często pozostaje jedynie zapisem na papierze.
Bez:
pełnej ewidencji ujęć,
opomiarowania poboru,
realnych bilansów wodnych w skali lokalnej,
nie da się skutecznie zarządzać wodą ani planować inwestycji retencyjnych.
Zmiany klimatyczne, coraz częstsze susze i rosnące zapotrzebowanie na wodę sprawiają, że utrzymanie wody w krajobrazie staje się koniecznością, a nie wyborem. Stawy na łąkach, przy polach, w gospodarstwach – tam, gdzie jest to możliwe – to rozwiązanie naturalne, sprawdzone i długofalowo najtańsze.
Bez mądrego planowania i zmiany podejścia będziemy coraz częściej stawać przed tym samym problemem: brakiem wody tam, gdzie powinna być dostępna w pierwszej kolejności – w kranie.
Powiązane tematy:
Realizacja: nowestapro.pl
Wszystkie prawa zastrzeżone © Wodne Zgody 2026
Arkadiusz Koza +48 570 398 922
Poznań