Strona główna / Blog / Dlaczego w Polsce nie ma ryb?Problem jest znacznie głębszy, niż się wydaje
Od lat wśród wędkarzy i osób związanych z wodą regularnie powraca to samo pytanie: dlaczego w polskich jeziorach i rzekach jest coraz mniej ryb? Odpowiedź nie jest prosta, bo nie ma jednego winnego. Z naszych obserwacji terenowych oraz rozmów z ludźmi, którzy nad wodą spędzili dziesiątki lat, wynika jasno – to efekt wieloletnich zaniedbań i błędnej gospodarki rybackiej, prowadzonej często bardziej „na papierze” niż w rzeczywistości.
Przez długie lata promowano głównie ryby białe, planktonożerne, co w wielu zbiornikach doprowadziło do ich nadmiernej ilości. W teorii miało to zwiększyć „produktywność” wód, w praktyce jednak zaburzyło naturalne proporcje.
Efekty są dziś widoczne gołym okiem:
gatunki zaczęły się ze sobą mieszać,
ryby karłowacieją,
zanika struktura wiekowa populacji,
brakuje równowagi między drapieżnikiem a rybą spokojnego żeru.
Do tego dochodzi zanieczyszczenie wód i postępująca eutrofizacja. W skrócie: mamy za dużo jednych ryb, za mało innych, a cały ekosystem zaczyna się „rozjeżdżać”.
Teoretycznie recepta wydaje się prosta – postawić na ryby drapieżne i jednocześnie odłowić część ryby białej, aby przywrócić równowagę. Problem w tym, że to nie jest działanie na jeden sezon.
Mówimy tu o 10–15 latach konsekwentnej pracy:
przemyślanych zarybieniach,
regularnych odłowach,
stałej kontroli jakości wody,
dbaniu o tlen i przepływ.
Niestety w praktyce często kończy się to na jednorazowym wpuszczeniu sandacza – bo to ryba cenna i droga. A zapomina się, że sandacz jest wyjątkowo wrażliwy na warunki tlenowe. W zamulonych, stojących zbiornikach bez przepływu długo nie przeżyje. Efekt? Pieniądze wydane, problem pozostaje.
Na jeziorach przepływowych ogromne znaczenie ma naturalne napowietrzanie i ruch wody. Gdy go brakuje, bardzo łatwo dochodzi do przyduch, szczególnie latem (choć wiele osób kojarzy je głównie z zimą).
W takich warunkach:
jako pierwsze giną sandacze i szczupaki,
zostają ryby białe, bo są najbardziej odporne,
ich liczebność jeszcze bardziej rośnie.
I w ten sposób koło się zamyka – dokładnie tak, jak obserwujemy to w wielu zbiornikach w Polsce.
Kolejnym problemem jest nadmierna obecność karpia i karasia, które bardzo silnie wpływają na pogorszenie jakości wody. Dochodzi do tego przekarmianie ryb przez wędkarzy – często w ogromnych ilościach.
Coraz częściej zanika duch sportowy, a pojawia się mentalność „hodowli”. Na zawodach obowiązuje zasada no kill – ryby wracają do wody, natomiast ryba biała nadal się masowo rozmnaża. A przecież część tej ryby mogłaby być:
normalnie odławiana,
przekazywana do stołówek, ośrodków pomocy społecznej czy domów dziecka,
wykorzystana na cele spożywcze.
To rozwiązanie miałoby sens zarówno środowiskowy, jak i społeczny.
Na szczęście nie wszędzie sytuacja wygląda tak samo. W naszym rejonie działa bardzo dobry gospodarz rybacki, który realnie dba o bioróżnorodność i regularnie zarybia m.in. jezioro Kaliszańskie. To jedno z czystszych jezior w okolicy i doskonały przykład na to, że długofalowe myślenie przynosi efekty.
Nie „na sezon”, nie pod zawody, ale z myślą o przyszłości zbiornika.
Brak ryb w polskich wodach to nie jeden czynnik. To suma:
wieloletnich zaniedbań,
złych decyzji,
krótkowzrocznej gospodarki,
braku równowagi biologicznej.
Nie da się tego naprawić szybko ani tanio. Ale da się to naprawić – pod warunkiem, że ktoś ma świadomość, wiedzę i realną chęć dbania o wodę, a nie tylko korzystania z niej.
Bo woda to nie magazyn ryb. To żywy ekosystem, który – jeśli się go zaniedba – prędzej czy później upomni się o swoje.
Warto jasno powiedzieć jedno: nawet najlepsza wiedza przyrodnicza i dobre chęci nie wystarczą, jeśli działania w wodach nie mają solidnych podstaw formalno-prawnych. Przemyślana gospodarka rybacka, poprawa przepływu wód, udrażnianie cieków, ochrona przed przyduchami czy realna poprawa jakości wody bardzo często wymagają pozwoleń wodnoprawnych, zgłoszeń oraz dobrze przygotowanej dokumentacji.
I właśnie na tym etapie wiele dobrych inicjatyw kończy się na pomyśle, bo procedury są skomplikowane, czasochłonne i niejasne dla osób działających „w terenie”.
W Wodnych Zgodach na co dzień wspieramy właścicieli zbiorników, gospodarstwa rybackie, samorządy i inwestorów w poruszaniu się po przepisach Prawa wodnego – od analizy możliwości, przez przygotowanie operatów i wniosków, aż po skuteczne przeprowadzenie całego procesu administracyjnego. Bo tylko wtedy, gdy prawo, ekologia i praktyka idą w parze, można realnie i długofalowo poprawiać stan naszych wód.
Powiązane tematy:
Realizacja: nowestapro.pl
Wszystkie prawa zastrzeżone © Wodne Zgody 2025
Arkadiusz Koza +48 570 398 922
Poznań